![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
margaryna bloguje...2011-09-10 06:01:52. Matkoboskococięponiosło,mam kieszenie pełne cudownie wesołej powszedniości, dziury postrzałowe w oknach i niewłaściwą stronę Wisły w zanadrzu też. Nagle i zupełnie znienacka zaczęłam owocować w pewność dnia następnego, nie planowałam tego- przysięgam! W dodatku moje osobiste jednoosobowe Ja, w kooperacji z moją zapdejtowaną Świadomością czynu, rozmnożyło się w międzyczasie uzyskując w efekcie końcowym liczbę trzech Ja, co przeliczalne jest również na konstrukcję zwaną My. Bóg, ojciec i koci syn. Wszystko to pięknie komponuje się z moimi różowymi narzutami na fotele i dokońcaświatawziętym kredytem mieszkaniowym. Tfu! Jak mnie spotkasz na ulicy, to pierdolnij mi mocno w potylicę, bo jestem szczęśliwa. Cholerajasnano. skomentuj (3) 2011-02-20 15:49:37 ! chyba się rozwarstwiłam w bytach od czasu kiedy przeszłam w niebyt. ten w eterze blogowym rzecz jasna. niestety, okazało się, że jestem tym wszystkim. i pewnie jeszcze milionem innych bzdur, na których myśl dostaje ciarek z chorego podniecenia. nie moja wina ze robi mi sie galareta jak tylko wyobraze sobie ładowanie sie w kolejne kłopoty, koleiny,bruzdy, kanały i bagienka. mrrrr. ale jesli wiesz ze umiesz sie poruszac po piekielnych salonach niesmierdzaca z przerazenia, to wiesz, ze poradzisz sobie z cała tą resztą życiowych bagatelek. czyli: dobre zło nie jest złe w wersji adult i ruchem posuwisto-tanecznym udajemy się DALEJ. skomentuj (3) 2010-02-16 01:50:00 . jeden kot drapie w drzwi, drugi patrzy na mnie z pogardą, maluję usta na koralowo.poruszam się nocą, od światła do światła, mam w głowie tę najlepszą pustkę z możliwych i sukienkę z flanelowej koszuli.z premedytacją tworzę w portfelu czarną dziurę, upuszczam na podłogę trzeciego drinka i przez przymruzone oczy dobieram sobie właściwą rzeczywistość. będę grzeczna, obiecuję.grzeszne poczynania między kiblem a parkietem. nic więcej nie pamiętać. przez sklejone oczy rano obserwuję zarzygane spodnie i pustą butelkę samotnie krążącą w bezładzie. nie wiem co dalej, topię się w wannie, odpalam kolejnego papierosa.kafelki w łazience zdają się być bardziej bezduszne od wczorajszej atmosfery, chociaż nie wiem czy to możliwe. Skraplam się na podłogę, liczę kroki, 23 do lodówki. z wódką w ręce łatwiej jest mi przyswoić jutra, teraźniejszości, bytności wszelakie. mam zmęczone ciało, zmęczone palce, zmęczone papierosy, zmęczone egzystencje w kieszeni wymieszane z piwem. Trzeba wyprać te spodnie, ale to może jutro. Gdzie do cholery jest zapalniczka? Gdzie są jej usta i te nic nie znaczące poranki? Nieważne, sprawdzić pocztę, wyrzucić smieci, odbębnić dyżur w poradni. Śnieg nieznośnie skrzypi pod nogami, a tramwaj znowu się spóźnił. Odbijam twarz w szybie, rysuje na niej oddechem to czego nie umiem powiedzieć głośno. Jedyna pewność jaką mam w sercu to pewność wieczornego scenariusza, oczywistość stosunku alkoholu do stosunku zagęstnienia atmosfery. pocałunkiem moglas mnie, przeciez wiesz, wywrocic na lewa strone. a tam podszewka nie pasujaca do rajstop, zdanie niedokonczone, pare niedpowiedzen delikatnych, czerwone paznokcie kochanie i ideologia w skorupkach. wywziez mnie, egzystencji, daleko, daleko, hen za mozliwosciami, jeszcze dalej niz mozna spojrzec,dalej niz dym papierosowy unoszacy sie nad tlumem wznoszacym radosne oklaski. zatracic sie w snieznobialych doleczkach nie jest trudno, wiesz o tym, to widac. dlatego ide dalej, obgryzam paznokiec palca serdecznego jadąc do domu. nie kasujac biletu wtapiam się w siedzenie, zamkniete powieki dają zludzenie ucieczki od całości, od rozmazanych neonowych uniesien i stluczonych szklanek o podloge której i tak nie było widac. kto wie czy w ogole kiedykolwiek tam byla, smiem wątpić.w kazdym razie, zaczepilam cie o rozklad jazdy autobusów,z kazdym przystankiem rozwijasz mi sie z glowy bardziej, do przystanku koncowego nie zostanie nic wiecej oprocz nieskasowanego biletu i obrzyganego siedzenia naprzeciwko. idzmy spac, jutra sa przewaznie przyjemniejsze w dotyku,mają wyprostowane zwoje mozgowe i kosztuja mniej wiecej tyle co paczka marlboro.bo potem znów zgubimy sie w powtarzalności obowiązków, zapomnimy ze cos poza tym kiedykolwiek mialo znaczenie, ze kłuło pod trzecim żebrem z lewej strony i oblegało złogiem szare komórki.idzmy spać zatem,dzielnice juz powoli przeciagają sie z porannym odbiciem pościeli na twarzy gotowe na rozpoczęcie kolejnych odpowiedzialnych 24 godzin. idzmy spac, obudzmy sie w tym samym udawaniu co zwykle.żeby być, jeść, chodzić, sikać, mówić, trawić. na tym polegamy, na tym się konczymy i zaczynamy,niezaleznie czy zacząc odliczac od poranku czy od wieczora. skomentuj (1) 2009-12-13 21:22:05 . drobne nicości:cieply oddech na karku o bezwstydnym poranku, zapach zostawiony bezładnie na krześle, jej małe dłonie krążące gdzieś w tym całym zamieszaniu, bezdech i rozrzucone skarpetki. dlatego maluje paznokcie na czerwono na pustej paczce po zbyt mocnych papierosach,staram sie zniknac miedzy wierszami,rozpuscic w kawie, w czasie kiedy to wszystko jest pakowane do malej zgrzebnej walizeczki pokoj obok.wszystko zamknie sie wraz z trzasnieciem zielonych drzwi, ogol wroci znow do swej pustej formy,wrocimy do swoich domow, zajec,interakcji. inne chodniki, inne swiatla, inne miejsca, inne zycia. gdzies w zoladku rozumiesz ze na tym wlasnie powinna polegac kropka na koncu zdania, gdzies na dnie kubka po kawie znajdujesz wytlumaczenie tego niedopowiedzianego nawiasu, ktory wciaz wisial w powietrzu,ale na końcu języka wciąz pozostaje ci ten wielokropek,do którego nigdy się nie przyznasz i nie wypowiesz głosno. skomentuj (1) 2009-10-29 00:16:28 . Dobra, troche przeterminowanych czasowników i zużytych zdań nic tu nie zmieni. W dodatku podłoga skrzypi tak jak wczoraj i nikomu nie chce się wynieść smieci. Dlatego też leżę na wznak, czekając na poprawę sytuacji i papierosy ze sklepu. Farba ze ścian złuszcza się w tym międzyczasie, rosną języki w ustach, twarze wykrzywiają się z peyotlowym gorzkim posmakiem, w kącie słychać pulsujące minuty. Krzyżuję ręce, nie mam już nic do powiedzenia. Powietrze jest bezszelestne, słychać tylko dźwięk światła odbijającego się od szklanego klosza.Nie potrzeba nic więcej przecież,przeciz jutra nie istnieją, nie ma dźwięku domofonu ani kolejek w spożywczaku. Nawet chmury się zdezaktualizowały, komunikacja miejska odeszła w niepamięć, palmie opadły liście. Nie ma nic. Tylko to uporczywe Ja ze skrzyżowanymi rękoma, tak nieznośnie trwające leżąc na wznak, do cholery nie chce się usunąć.Złośliwość rzeczy niemartwych. skomentuj (2) 2009-06-28 15:29:51 ... Duszno mi w czaszce, skraplam sie powoli na chodnik nie patrzac na wedrujace orbity oczu ludzi dookola. nieopatrznie wyhodowalam sobie uczucia na dloni, wiją sie bujnie wzdłuz zył głownych. niedługo zarosne żywoplotem i nie wiem jak cofnac te efekty uboczne.za duzo wczoraj we mnie siedzi. wiec pisze, pisze, pisze, upuszczam krew do malej szklanej buteleczki. gdy bedzie po wszystkim zamkne ja szczelnie, obwiaze ladna wstazeczka i postawie na polce wraz z innymi.doceniam bezwartosciowosc kolejno mijajacych dni, w spokojnym zabieganiu, w pustce otaczajacej dookola jak szklana banka.zostaw, nie dotykaj, nie mow.tak jest dobrze. skomentuj (3) 2009-05-19 01:59:27 . monotonnia dnia, równe rzędy paragrafów łykanych po każdym posiłku, zapijanych kawą według zaleceń. całość ograniczona do zamkniętej powtarzalności, namacalnej w każdej godzinie i z każdym wdechem powietrza coraz bardziej. klaustrofobia szarych komórek w stanie mocno zaawansowanym pomnożona przez wyolbrzymioną ciszę odbijającą sie w nocy z hukiem po ścianach.w sumie całośc jest tak niewielka, że daje się zamknąć w garści i wyrzucić przez okno. pozatym mam na języku wielką, doniosłą kropkę, która w dodatku rośnie i nabrzmiewa i za nic nie daje się wypluć.może stąd to wszystko.i wydaje mi się wciąż, że gdzieś między papierosem a porankiem zatrzymał się czas. cierpię na kołozwrotność z powikłaniami i tyle. skomentuj (2) 2009-04-19 00:23:46 . poruszam sie jak winda cichobieżna, zawieszona na cienkich niteczkach, między tymi wszystkimi połączeniami miedzymiastowymi/miedzyludzkimi/miedzylokalowymi/miedzyalkoholowymi/miedzyneuronowymi. and so on. mam zniszczone guziki od wciskania, czasami sie zawieszam gdzieś pomiędzy- ze zwykłego kaprysu lub też w wyniku chwilowego przestoju na danej linii. czasami niteczki pękają, powodując lekkie drgnięcia w kabinie. ale nic wielkiego, ani szumnego, ot, zwykła mała burza w szklance wody między poszczególnymi piętrami. nikt nawet nie zdąży mrugnąć okiem.ależ niewazne, to takie niewazne! mam znow piegi na nosie, kwitnącą zieleń w głowie i regresje emocjonalne. amen, dziekuję, kto ma mojego drinka? wypełznelismy wszyscy z jam, kryjówek, ciemnych jaskiń, w szerokie plamy słonca, żeby wygrzewać nasze skorupy otaczające bezkręgie wnętrza w poczuciu lepszego "teraz". wijemy się w jakims dziwnym uniesieniu, machamy naszymi żądłami i palimy camele lajty.i wszystko byłoby w zupełnym porządku, zgodnie z porami roku, zgodnie z obrotami kuli ziemskiej i warunkami biologicznymi, gdyby nie to, że czasami trzeba wstać i pójśc dalej, skręcić w prawo za terazniejszoscia. a to cholernie niemiłe uczucie. skomentuj (0) 2009-03-17 14:00:43 . jedyne co jest pewne to wypalone papierosem dziury w swetrze, pod którym chowam swoje chude kolana.i deszcz na parapecie.reszta chowa się gdzieś za kątem i wie, że lepiej do mnie nie podchodzić zbyt blisko.czekam na wiosnę, wciąż na tym samym krześle. skomentuj (1) 2009-03-01 23:28:26 . cierpie na dwubiegonowość zycia, zapijaną w wazniejszych momentach ginem z tonikiem. zwinęłam się w kulkę i toczę się po podłodze w kurzu z wczorajszych doznań. serio. i w dodatku zagryzam to szpinakiem. cyrk! skomentuj (1) 2009-01-09 23:56:23 .
"Krew garbi mi się pod skórą gdy nad ranem przypominam sobie. A właściwie przypomina mi. Stuk telefonu o lakierowane drewno biurka. I nie ma już że tylko ty i te twoje gwiazdy ściągane bezceremonialnie z nieba. Pościel zbyt chłodna na przyjęcie tych słów, napęczniałych kilometrami i obietnicami składanymi z klocków lego. To już nie te same wiosny będą nas budzić, na klatkach schodowych nieznanych ulic, łapiących poręcze w dramatycznych gestach. Wyciągam z kieszeni parę drobnych na taksówkę, ona majtkami ściąga (ż)aluzje w przedwczorajszych pokojach, zapominamy że byliście. I krew garbi mi się pod skórą, przysięgam panie. Składam ręce w błagalnym geście, żeby ten stuk telefonu zgubił się gdzieś między jej wargami. Z gardła wydobędę wtedy, o panie, cichy jęk jutra." skomentuj (2) 2009-01-04 20:31:02 . bo kto wie, co by było gdyby świt nie zaskakiwał nas tak szybko, razem z trzepotaniem ćmy między zasłonami. gdyby oko butelki nie stawało ścianą między kartkami, ważnymi zdaniami, które jeszcze nie miały okazji poznać na własnej skórze światła dziennego i potańczyć w różnych kolorowych ustach. gdyby kilometry nie sprawiały bólu i rozszczepienia serca, rozkrajając rzeczywistość na pół i próbując przyzwyczaić mnie do istnienia gdzieś pomiędzy. gdyby ciało nie odmawiało posłuszeństwa w tych chwilach tak dojrzałych, że wydawałoby się że zaraz pękną od nadmiaru wszystkiego. gdyby dym papierosowy nie tworzył tak cudownego tła do wszelakich kompozycji czasoprzestrzennych. gdyby virginia woolf nie włożyła kamieni do kieszeni płaszcza a witkacy nie brał peyotlu. gdyby mój czerwony paznokieć nie wbijał ci się kochanie między żebra zaznaczając moją obecność na klatkach filmu. gdybyście wy, kochani moi przyjaciele,nie byli tak po prostu. gdyby słowa nie znaczyły w moim życiu więcej niż ludzkie opinie wygłaszane w otoczce z wybujałej gestykulacji. gdyby letnie wieczory nie kojarzyły się tak dobrze i jednoznacznie. gdyby wszystkie wczoraj dało się zamknąć w puszcze i zachować na później. gdyby ta druga, co żyje moim życiem, nie panoszyła się tak bezwzględnie we wszystkich gestach i zdaniach. gdyby w półmroku lamp wszystko nie wydawałoby się tak przystępne i mało znaczące. bo kto wie, co by było. gdyby życie to nie moim by było. skomentuj (0) 2008-12-30 14:39:28 . uśmiech patologii, wiśniowka na śniadanie i cudze wargi. skrzydełka obijają mi się o klosz latarni, język puchnie od bezznaczeń, w czasie gdy reszta na dole szczerzy kły i wyciąga ręce w radosnym uniesieniu. wpycham ci się pod kołdrę kochanie, mam czarne paznokcie i brunatną wątrobę, z dłonią z kieliszkiem uniesioną nad głowę. ty masz szkiełko w oku z rozbitego klosza latarni, mieniące się w tych wszystkich bezsensach i zimną dłoń. łamiemy razem główki różom i zsyłamy romantyzm do piekieł. niech żyje życie, niech żyje! słońce przestało wschodzić więc mamy duże pole do manewrów. korzystamy z tego w pełni, warząc z tych nadgnitych sytuacji esencję życia pełną piersią,w okolicznościach pełni księżyca, skuleni, z wystającymi kręgosłupami. niech żyje życie, niech żyje! skomentuj (0) 2008-12-15 22:16:04 ! przemęczenie razy milion mnożone przez niewyspanie, niejedzenie i nieistnienie. wynik jak zwykle żałosny. marzę o tym, żeby mnie ktoś zabrał z tej podłogi i wlał do gardła dużo kolorowych płynów o wdzięcznych nazwach. sama kobieto wybrałaś sobie ta patologię wiec teraz zajadaj ją ze smakiem. mlaskaj! mlaskaj do cholery! obliż usta i nie wymiotuj na paragrafy! skomentuj (0) 2008-12-06 13:07:49 . Kręci się, kręci w zawrotnym tempie. Nie ma czasu na nic, więc zaciskamy pięści i brniemy dalej. Literki, słówka, znaczenia, znaczeniąntka nawet najdrobniejsze pochowane gdzies w tych tysiącach stron. a ty siedzisz i dłubiesz w tym okiem, długopisem, myślą, i starasz się pojąć, przeanalizować, przełknąć i strawić. Jak na drapieżnika przystało. Wiec na stole nic innego poza stertami no wpół pustych kubków, zabazgrane kartki, zużyte szare komórki. I jak narazie nic innego na scenie się nie pojawi. Zapada zgrzebna szara kurtynka. skomentuj (0) |